Irena Majchrzak - Doktor Socjologii. W czternastu wioskach meksykańskich za jej sprawą wprowadzono do szkolnej architektury tamtejszą palapę -okrągły szałas kryty palmowymi liśćmi. Uważa bowiem, że szkoła w tradycyjnym wydaniu organizacji klas” uczy bardziej odwracania się plecami do innych niż stawania twarzą w twarz”.
1. Proszę opowiedzieć, jak rozpoczęła się Pani przygoda z edukacją wczesnodziecięcą.
W latach 80- tych ub. wieku zostałam zaproszona do Meksyku jako socjolog, aby wziąć udział w badaniach , które tamtejsze Ministerstwo Oświaty prowadziło wśród dzieci indiańskich różnych plemion na ten właśnie temat: jak wprowadzać je w tajemnice języka pisanego. W jakim języku uczyć je sztuki pisania i czytania? Po hiszpańsku czy w ich języku plemiennym? A ten język na ogół – jeśli tak można powiedzieć – nie był jeszcze „zalfabetyzowany”.
I wtedy, w spotkaniu z dziewczynką o imieniu Simona zdarzyło się, że zapytałam ją, czy wie, jak się pisze jej imię. Powiedziała, że nie wie. I ja napisałam jej na kartce papieru S i m o n a, na co ona z wyraźnym wzruszeniem spoglądała dłuższą chwilę. A potem na osobnej kartce napisałam swoje imię: I r e n a i poprosiłam, aby porównała te dwa wyrazy i wskazała, które litery mamy takie same, a które są odmienne. Jej wyraz twarzy, wyraźne wzruszenie i skupienie były dla mnie znakiem, że dokonało się coś ogromnie ważnego. Było to dydaktyczne – powiedzmy – odkrycie. Polega ono na tym, że została w tym momencie nawiązana intymna więź między osobą do tej pory niepiśmienną a sztuką posługiwania się zapisem. Że mała dziewczynka zrozumiała, iż słowo – znane jej dotąd tylko fonetycznie – może mieć formę wizualną. I co więcej, odczuła wyraźne wzruszenie na widok słowa, które wyrażało ją samą, a przy porównaniu z moim imieniem i po odszukaniu naszych liter na taśmie alfabetycznej, pojęła błyskawicznie relację logiczną między trzema elementami: brzmieniem wyrazu mówionego, kombinacją literową zapisu i z n a c z e n i e m zapisanego słowa.
2. Jest Pani autorką aż trzech rozmaitych elementarzy – dla dzieci indiańskich w Meksyku, dla dzieci polskich i dla dzieci romskich, czyli dla dzieci ze społeczności odległych kulturowo. Czy w swojej pracy zauważyła Pani jakieś różnice kulturowe pomiędzy tymi dziećmi, które nakazywałyby odmienne podejście metodologiczne?
Moje podejście metodologiczne jest identyczne. Zaczynam od imienia własnego każdego dziecka. Już w imionach zawarte są różnice językowe zarówno fonetyczne, jak i ortograficzne. I tak jest dobrze. Ale oczywiście te trzy książki elementarzowe pisane były z myślą o odmiennym klimacie różnych kultur. Przede wszystkim dziecięcym bohaterom moich elementarzy towarzyszą zaprzyjaźnione z nimi zwierzęta. Pierwszy elementarz pisałam w Meksyku i jego bohaterem jest królik, które to zwierzątko – jakkolwiek słabe i z pozoru bezbronne – posiada pewne szczególne moce magiczne.
Następna była książka dla dzieci polskich. Nosi ona tytuł „Opowieści sowy”, jako że w naszej kulturze sowa jest symbolem mądrości. Nie mogła ona jednak służyć do nauki dzieci romskich, albowiem w wierzeniach Cyganów sowa jest symbolem śmierci. W mojej trzeciej wersji elementarza zostały dzieciom Sarze i Melanowi przydani jako przyjaciele koń i jaszczurka. Stwarzają one doskonałe możliwości zabawy słowami i ich pisownią: oto trzyliterowy wielki koń i małe zwierzątko, dziesięcioliterowa jaszczurka. Zwierzęcy bohaterowie moich trzech elementarzy są nosicielami pewnych wierzeń, baśni o szczególnych cechach kulturowych. Ale metoda pozostaje ta sama.
3. Od kiedy można zacząć pracować z dzieckiem Pani metodą?
Wkładam słowo „pracować” w cudzysłów, bo to, co dzieje się w trakcie nauki czytania moją metodą, w ogóle nie przypomina pracy. Moją metodę można stosować już niemal od urodzenia, wieszając kartkę z imieniem dziecka (wizytówkę) nad jego łóżeczkiem. Tak robią wychowawczynie w niektórych żłobkach. Zrezygnowały z obrazków poziomek czy truskawek, zajączków albo świnek. Można wprowadzić obyczaj kładzenia wizytówek przy stałych miejscach członków rodziny, które małe dziecko rozkłada obok odpowiednich nakryć przed wspólnie spożywanym posiłkiem. Można to robić, ale nic takiego specjalnie nie polecam, bo nauka moją metodą – tak to sobie przynajmniej wyobrażam – jest błyskawiczna.
Jednak szczególnie zależy mi na tym, by w rozmowach z dziećmi nie używać nazw fałszywych i infantylizujących, jak biedroneczki, pszczółki i inne tego rodzaju nonsensy.
4. Jak postrzega Pani naukę ortografii u dzieci?
Okazało się, że dzieci uczone moją metodą nie maja żadnych problemów z ortografią. Napisałam i wydałam książkę pt. „Opowieści ortograficzne” (Wyd. MAC Edukacja, Kielce 2004 rok) i tam znajduje się wszystko, co mam do powiedzenie na ten temat.
5. A głośne czytanie?
Czytać głośno należy tylko wtedy, gdy się czyta komuś.
6. Czym kieruje się Pani przygotowując materiały edukacyjne?
Imionami dzieci. A następnie na etapie „nazywanie świata” posługuję się „wizytówkami” wszystkich na przykład mebli lub części ciała. W ćwiczeniu–zabawie „nazywanie świata” dzieci przykładają wszystkim rzeczom w otoczeniu odpowiednie „wizytówki”. A wkrótce można zobaczyć, jak dziecko samo ogłasza swą dojrzałość czytelniczą, sięgając po którąś z dostępnych w pomieszczeniu książeczek.
7. Mimo że jest Pani socjologiem, Pani metodę w Polsce zna wielu pedagogów, wiele przedszkoli uwzględnia ją w swojej pracy z dziećmi. Mogę się tylko domyślać, że to wielka satysfakcja. Jednak bardzo chciałabym zadać pytanie – po tylu latach doświadczeń i tak ciekawego życia – z czego jest Pani najbardziej dumna?
Nie znam takiego uczucia. Czuję się raczej rozczarowana, ponieważ moja propozycja, jakkolwiek służy już wielu nauczycielom, nie została podjęta teoretycznie przez środowisko akademickie. Oczekuję, że jakiś ośrodek akademicki zechce przeprowadzić n a u k o w ą weryfikację moich tez. Nic takiego nie ma miejsca i nadal proces alfabetyzacji małych dzieci odbywa się za pomocą ogłupiającego głoskowania, sylabizowania itp. Szersze i głębsze uzasadnienie teoretyczne wyrażonych tu myśli znajduje się w moich publikacjach „Listy do Salomona”, „W obronie dziecięcego rozumu”, „Wprowadzanie w świat pisma”, „Opowieści ortograficzne” – wydanych głównie przez „Bliżej Przedszkola” (Kraków).
Dziękuję za rozmowę
Agnieszka Binek-Kaszyńska